Najpierw trzeba zdobyć podstawy, a potem –
za pomocą treningu – wznosić się na wyżyny mistrzostwa.
Zaczęło się od Emersona, Thoreau i Jamesa Allena, potem przyszli Dale Carnegie, Napoleon Hill i Norman Vincent Peale. To ich należy uznać za ojców idei rozwoju potencjału człowieka i ruchu nawołującego do świadomego życia, koncentracji na własnym rozwoju, doskonalenia charakteru, osobowości i kwalifikacji zawodowych, a także do przeobrażenia duchowego, zdążającego w kierunku poznania naturalnej siły człowieka oraz większej jedności z wszechświatem i – pojmowanym w rozmaity sposób – Bogiem. Różnorodny w swoich założeniach filozoficznych i skierowany do różnych odbiorców, ruch ten ma kilka nurtów. Osobiście podzieliłabym go na:
1. Nurt psychologiczno-terapeutyczny reprezentowany głównie przez psychologów (np. Johna Bradshawa czy Susan Jeffers), psychiatrów (np. M. Scott Pecka czy Geralda Jampolsky'ego), a także lekarzy healerów2 takich jak De2 Healer (ang.) – uzdrowiciel leczący przez przekazywanie własnych dobroczynnych bioprądów.
2. Nurt doskonalenia charakteru i działania poprzez pracę ze świadomością, w którym prym wiodą Stephen R. Covey, Blaine Lee, Merillowie, a teraz dołączył do tego grona syn Coveya – również Stephen. Tym też wcześniej zajmowali się Dale Carnegie i Napoleon Hill, aczkolwiek oni otworzyli również furtkę przed mistrzami wszelkiego rodzaju technik.
3. Nurt doskonalenia wszelkich funkcji człowieka poprzez pracę z podświadomością. Zalicza się tu takie techniki wykorzystujące ścisły związek ciała i umysłu jak programowanie neurolingwistyczne czy metoda Josego Silvy. Tu znajdzie się również Shakti Gawain i tak popularny w Polsce Joseph Murphy, a także Rhonda Byrne („Sekret”).
4. Nurt duchowo-eteryczny, z mistrzami między innymi w osobach Marianny Williamson, Jamesa Redfielda, a także N.D.Walscha czy Vincenta Normana Peale'a. Przesłanie ruchu przeniknęło już do wszystkich dziedzin życia.
Świat pracy powszechnie uczęszcza na zajęcia z zakresu samodoskonalenia. Wiele firm organizuje w zakładach kursy, wysyła ludzi na seminaria do znanych trenerów – stymulatorów rozwoju potencjału człowieka lub przeznacza roczną sumę do indywidualnego wykorzystania na doszkalanie się w tej dziedzinie.
Ruch odgrywa ważną rolę także w medycynie. Trzej przedstawiciele nowatorskiego sposobu myślenia i leczenia – fizjolog Norman Cousins, chirurg onkolog Bernie Siegel i endokrynolog Deepak Chopra są powszechnie znani, a prężnie rozwijająca się psychoneuroimmunologia ma swoje korzenie właśnie w ruchu rozwoju potencjału człowieka.
Z dorobku ruchu korzysta również edukacja. Kilka stanów Ameryki Północnej podjęło decyzję o wprowadzeniu obowiązkowych zajęć opartych na SIEDMIU NAWYKACH ZAPEWNIAJĄCYCH PRAWDZIWĄ SKUTECZNOŚĆ DZIAŁANIA Stephena R. Coveya, zaś budowanie poczucia własnej wartości uczniów jest niemal trwałym elementem amerykańskiego procesu nauczania.
W Kanadzie dzienniczki uczniów oparte są o system coveyowskich kalendarzy – organizerów. Budowanie poczucia własnej aktywności, proaktywności czy pozytywne myślenie – to trwałe elementy amerykańskiej kultury.
Ruch rozwoju potencjału człowieka wpłynął także na… prawo. Postuluje on działanie w ramach postawy wygrana-wygrana, czyli takiej, w której interesy zawiera się jedynie wtedy, kiedy każda z zaangażowanych w nie stron dostaje to, co jest dla niej w tej transakcji ważne. Wygrana-wygrana to nie jest kompromis, w którym zwykle ktoś traci, a często tracą obie strony. To nowy sposób myślenia, oparty na komunikacji empatycznej i wspólne szukanie „trzeciego wyjścia”. Ideę tę podchwycili nie tylko harwardzcy prawnicy – Fisher i Ury, ale także wielu innych. Niektórzy proponują nawet, by szkoły prawnicze koncentrowały się w znacznie większym stopniu na przygotowywaniu swoich absolwentów do działań w myśl tej zasady, miast uczyć ich wygrywania spraw kosztem przegrania drugiej strony. Coraz popularniejsze są na Zachodzie „sądy” mediacyjne, choć proces ten nie jest łatwy, ponieważ znakomita część prawników boi się, że spowoduje to upadek ich pozycji.
Wreszcie to z tego prądu wywodzi się ruch ekologiczny i powrót do natury. Coraz częściej ludzie starają się przywracać swojemu życiu i otoczeniu charakter bardziej pierwotny, pozbawiony niszczącej naturę chemii i złej technologii. Można też mówić o większym zrozumieniu dla miłości bliźniego i solidarności ekonomicznej. Jest szansa, że obecny kryzys wywrze ten pozytywny skutek, że ludzie inaczej zaczną myśleć o finansach. Rozumie się już, że przemoc i agresja rozchodzi się jak… grypa. Trzeba zadbać, by wirus nie przenosił się tam, gdzie można tego uniknąć. Warto produkować na nie przeciwciała. W Hollywood zawiązała się grupa aktorów, reżyserów i scenarzystów, którzy postanowili tworzyć jedynie filmy o pozytywnym nastawieniu, niosące wartościowe przesłania – głoszące zwycięstwo miłości i opartych na niej moralnych wartości. Jakże cenna to idea. Przynajmniej ci, którzy chcą oglądać takie filmy, mają wybór.
Nowy styl życia jest jednocześnie źródłem zarabiania pieniędzy. Szkolenia prowadzone przez znanych trenerów samorozwoju są drogie. Jednodniowe seminaria kosztują od 150 do 1000 dolarów, a i tak, by wziąć w nich udział, trzeba się dużo wcześniej zapisać. Za indywidualne konsultacje u Tony'ego Robbinsa płaci się do 10,000 dolarów i… czeka tygodniami na przyjęcie. Z jego usług korzystało wielu sportowców i sporo znakomitości, wśród nich choćby Andre Agassi, księżna Diana, prezydent Clinton. Kilkugodzinne seminarium prowadzone przez Stephena R. Coveya kosztuje 500 dolarów, a czasami za 40 dolarów można przez trzy godziny słuchać na przykład Marianny Williamson w sali, w której jest kilkaset osób. Amerykanie nie żałują jednak na to pieniędzy. Rozumieją, że jedyną szansą na pełne i wartościowe życie jest ciągły rozwój. Sale, ba, stadiony są wypełnione ludźmi chętnymi posłuchać swoich mistrzów.
Podawane przeze mnie informacje pochodzą sprzed 15 lat. Nie sądzę, by ceny były dziś w Stanach Zjednoczonych niższe, raczej przeciwnie. W Polsce to zrozumienie dla potrzeby takiego inwestowania w siebie jest zdecydowanie mniejsze. Jest lipiec 2009 roku, kiedy piszę te słowa. Bilet na spotkanie z amerykańskimi motywatorami, choćby Brianem Tracym kosztuje około 2000 złotych. Jeśli za szkolenie płaci firma, ludzie chętnie z tego korzystają i zwykle są bardzo zadowoleni, jeśli jednak trzeba płacić samemu – jest gorzej. Warto, żeby również Polacy zrozumieli, że ten rodzaj inwestowania w siebie robi się wręcz niezbędny. Wczoraj młody człowiek, podpisujący się Fred, napisał mi, że dla niego dostępne są szkolenia w cenie do 100 złotych. I ponoć można trafić na dobre szkolenie w tej cenie. Z pewnością, ale pewne jest i to, że albo na sali jest kilkaset osób, albo nie robią tego szkoleniowcy z tak zwanej górnej półki. Dobry trener musi mieć charyzmę, zdolność zachęcenia innych do zmiany swoich nawyków i musi być wiarygodny. Żeby spełniał te wszystkie warunki, musi sam być człowiekiem, jakiego chce widzieć w innych. Musi być tym, czego uczy. A to nie przychodzi z dnia na dzień. Inwestował w siebie i teraz ma prawo wymagać, by zrobili to inni.
Stwierdzenie Freda ogranicza i jego możliwości, i swobodny przepływ energii, jaką są pieniądze. Nie warto tak mówić. Wrócę jeszcze do tego w rozdziale „Wiedza, jak wszystko, co jest dostępne na rynku – kosztuje”. I duża szansa jest na to, że tym więcej trzeba zapłacić, im lepiej jest wykładana. Jesteś gotów płacić za naukę jazdy samochodem, lekcje zjeżdżania na nartach czy studia? Dlaczego ten rodzaj wiedzy miałby być poza Twoim zasięgiem? Prawda tkwi w czymś innym – nie wierzysz tak naprawdę, że to Ci pomoże; nie masz motywacji albo nie chcesz się zmieniać. Warto dać sobie szansę. Musimy pomóc naszej psychice nadążyć za zmianami w świecie.
Każde kolejne szkolenie, każda przeczytana książka nie tylko daje nam nową wiedzę, nie tylko podpowiada, jak pracować nad tworzeniem umiejętności, ale również daje zastrzyk energii. Trzeba być wewnątrz sterownym i bardzo zdyscyplinowanym, żeby bez pomocy innych ludzi czy sił z zewnątrz utrzymywać swoje życie na wysokim poziomie motywacji i skutecznego działania. Nawet najwybitniejsi liderzy, jak choćby Gandhi, potrzebowali pomocy Boga, ale też wiary innych ludzi. Osobiście nie wyobrażam sobie życia bez książek motywacyjnych, bez poradników wskazujących z różnych perspektyw tę samą drogę.
Prowadząc zajęcia z doskonalenia charakteru i sposobów działania, wciąż mam do czynienia z tymi sprawami: sama o tym mówię, słucham też afirmujących wypowiedzi innych ludzi. Samo to już powoduje, że moja podświadomość zaprogramowana jest na określony sposób myślenia i zachowania. Mam też wyższy poziom energii niż przeciętni ludzie i silniejszą motywację do realizacji własnych celów. A mimo to, czasami spadam z mojej drabiny sukcesu, mam chwile zwątpienia, ogarnia mnie krótkotrwały marazm. Krótkotrwały, ponieważ wiem, jak się bronić, co robić. Natychmiast wtedy słucham taśmy Coveya, Dyera lub Marianny Williamson albo sięgam po jakąś „przypadkową” książkę. Użyłam cudzysłowu, ponieważ w świecie indywidualnego rozwoju nie ma przypadków – wszystko jest po coś. Książka, na którą trafiam, jest zwykle bardzo przydatna i pozwala mi wyjść z kryzysu z jeszcze większą siłą i przekonaniem, że idę właściwą drogą. Gdybym chciała wybrać taką pozycję, kierując się jedynie logiką, na pewno nie trafiłabym lepiej.
A to, że czytasz moją książkę, to też nie przypadek…
ZADANIA
1. Zapisz najważniejszą dla Ciebie myśl z przeczytanego tekstu.
2. Przemyśl lub przedyskutuj z przyjaciółmi przeczytany tekst. Co myślisz o proponowanym tu podejściu do rozwoju? Czy warto inwestować w książki i szkolenia pomagające żyć? Czy zgadzasz się, że może się to stać stylem życia?
3. Byłeś na jakimś szkoleniu? Co o nim sądzisz? Czy spełniło Twoje oczekiwania? Dlaczego?
4. Jak trafiłeś na tę książkę? Czy sądzisz, że to przypadek?
---------------------------
Artykuł pochodzi z darmowej wersji książki: Iwona Majewska-Opiełka,
Akademia Sukcesu.